Przez ponad dekadę osoby przechodzące na emeryturę w czerwcu (w latach 2009–2019) były ofiarami niesprawiedliwego systemu waloryzacji składek, co skutkowało świadczeniami niższymi o nawet kilkaset złotych miesięcznie w porównaniu do osób kończących pracę w innych miesiącach. Od 1 stycznia 2026 roku państwo w końcu naprawia ten błąd, wprowadzając automatyczne przeliczenie tych świadczeń przez ZUS, co dla większości poszkodowanych oznacza stały wzrost miesięcznej wypłaty o około 200–300 zł.
Zmiany w tzw. czerwcowych emeryturach, wynikające z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 15 listopada 2023 r., wchodzą w życie 1 stycznia 2026 r. ze względu na konieczność uchwalenia nowej ustawy, czas potrzebny na prace legislacyjne po zmianie rządu oraz zabezpieczenie środków w budżecie. Proces obejmuje również skomplikowane przygotowania techniczne ZUS do automatycznego przeliczenia świadczeń ponad 100 tysięcy osób. Przez okres ten Rzecznik Praw Obywatelskich apelował o przyspieszenie prac nad wykonaniem wyroku.
Dobrą wiadomością jest to, że seniorzy nie muszą składać żadnych wniosków – ZUS dokona przeliczenia z urzędu i wyśle nową decyzję pocztą. Niestety, ta sprawiedliwość jest tylko częściowa i dla wielu może być gorzka. Nowe przepisy działają wyłącznie „na przyszłość”, co oznacza, że państwo nie wypłaci żadnego wyrównania ani zaległych pieniędzy za wszystkie minione lata, w których emeryci otrzymywali zaniżone kwoty.
Pieniądze, często idące w dziesiątki tysięcy złotych, bezpowrotnie przepadły. Co więcej, jeśli emeryt czerwcowy zmarł przed wejściem w życie nowych przepisów w 2026 roku, jego rodzina i spadkobiercy nie mają możliwości ubiegania się o zwrot tych utraconych środków. Choć od 2026 roku portfele czerwcowych emerytów realnie urosną, dla wielu pozostanie poczucie krzywdy za lata niedopłat, których budżet państwa nigdy nie zwróci.
Foto: J.Żerdzicki/Unsplash





